I love nowoczesna Polska! Rzeczpospolita 25 lat później.

Drukuj

To, co przed ćwierćwieczem stanowiło fundament w myśleniu o Polsce dla Mazowieckiego, Osiatyńskiego, Skubiszewskiego i Balcerowicza jest dla dzisiejszej klasy politycznej zamgloną karykaturą Thatcherowskiej i Reaganowskiej polityki na którą uwielbia powoływać się owa klasa, chcąc podkreślić, że czerpie wzorce z byłych liderów światowej polityki, kiedy w istocie jest ich dogmatycznym zaprzeczeniem.

Kiedy rozmawiam z ekonomiczno – społecznymi ekspertami III RP wszelkiej maści i wątpliwej proweniencji (choć nie tylko takowej) zastanawiam się jak uchwycić i przedstawić im istotę tego co zaszło w Polsce w sferze społeczno – gospodarczej przed ćwierćwieczem i jak koreluje to z dniem dzisiejszym. Pomijam swoiście ideologiczny spór jaki rozegrał się w łonie samej Solidarności pomiędzy związkowo lewicowymi Małachowskim, Modzelewskim i Bugajem, a rynkowo liberalnym Balcerowiczem. Spór, który w istocie zdecydował o kierunku przemian i ich społecznej cenie, ale który de facto nie był/nie jest jego istotą. Nigdy się oczywiście nie dowiemy jak wyglądałaby Rzeczypospolita dzisiaj gdyby ów związkowo lewicowy nurt wykazał się większym uporem i determinacją, ale dzisiejszy jej stan nie jest już tylko bezpośrednią pochodną Balcerowiczowskiej terapii szokowej i ewentualnej siły (nie)przebicia wspomnianej trójki (skądinąd znakomitych postaci polskiej lewicy o jakiej SLD może tylko dzisiaj pomarzyć) lecz w znakomitej mierze ostatnich dziesięciu lat zaniechań w przeprowadzeniu systemowych zmian w najważniejszych obszarach funkcjonowania naszego państwa (brak reform w systemie ubezpieczeń społecznych, archaiczny model edukacji, rozbudowany system przywilejów w wybranych grupach zawodowych, skomplikowany system podatkowy wraz z fiskalizmem blokującym rozwój przedsiębiorczości, legislacyjna biegunka wraz z niewydolnym systemem sądowniczym i prokuratorami nadużywającymi swoich mandatów) oraz populistycznych i pozornych rozwiązań w obszarach górnictwa, administracji, energetyki, a nawet polityki historycznej za które już niebawem wyraźnie widzialna ręka rynku każe nam słono zapłacić. Tak więc istota sporu o drogę, którą wybrał przed 25 laty Leszek Balcerowicz, jest obecnie stricte teoretyczna, a próba jej interpretacji z dzisiejszej perspektywy, w której mamy pełne dane empiryczne, byłaby intelektualnym oszustwem i siłą rzeczy czystą spekulacją.

Pomijając zatem ów ideologiczny spór oraz terapię szokową z początku lat ’90, Leszek Balcerowicz dał przed laty polskiej polityce pryncypialność, którą karmiło się moje pokolenie do końca stycznia 2007 roku (od 10 stycznia 2001 do 10 stycznia 2007 Leszek Balcerowicz był Prezesem NBP dop. red.). Polityka dzisiejsza z panią premier Kopacz wraz z ministrem Szczurkiem (o Cezarym Grabarczyku nie wspominając) na czele są zaprzeczeniem owej pryncypialności. To, co przed ćwierćwieczem stanowiło fundament w myśleniu o Polsce dla Mazowieckiego, Osiatyńskiego, Skubiszewskiego i Balcerowicza jest dla dzisiejszej klasy politycznej zamgloną karykaturą Thatcherowskiej i Reaganowskiej polityki na którą uwielbia powoływać się owa klasa, chcąc podkreślić, że czerpie wzorce z byłych liderów światowej polityki, kiedy w istocie jest ich dogmatycznym zaprzeczeniem. Kiedy zatem Leszek Balcerowicz wraz z prof. Stanisławem Gomułką, dr Wojciechem Misiągiem oraz dr Stefanem Kawalcem stworzyli we wrześniu 1989 roku plan reform (oparty o wcześniejszy zarys/myśl prof. Jeffreya Sachsa), było jasne (dla nich), że robią coś, co nie miało jeszcze miejsca w historii ekonomii (a także i obszarze nauk społecznych, z czego akurat zdawali sobie sprawę już znacznie mniej).  Skala tamtych zmian jest dla większości uprawiających dzisiaj politykę (łącznie z premier Kopacz i ministrem Szczurkiem) poza szerokorozumianą percepcją. Czymże bowiem jest zmiana/naprawa dzisiejszej ordynacji podatkowej, reforma ZUSu czy zlikwidowania przywilejów górników, prokuratorów i kolejarzy względem wyzwań z jakimi mierzyła się ustawa o zmianie ustawy o gospodarce finansowej przedsiębiorstw państwowych czy zmiana całego prawa celnego…? Przed 25 laty stan Rzeczypospolitej był nieporównywalny w żadnej mierze z komfortem życia Polaków i kondycją moralną struktur dzisiejszego państwa, a jednak to wówczas rząd Mazowieckiego i Balcerowicza dokonali rzeczy wielkich dla polskiej gospodarki o których premier Kopacz z ministrem Szczurkiem nie śmią nawet pomarzyć. Myślę, że po tym co zdarzyło się wówczas w Polsce w sferze „bezczelnej” śmiałości i moralnej odwagi ówczesnych politycznych liderów zostało już tylko wspomnienie. Jak dalece dalej, jak bardzo nowocześni i sprofesjonalizowani moglibyśmy być dzisiaj z naszą gospodarką i strukturami państwa gdyby pani premier z ministrem finansów posiadali ową śmiałość i odwagę i umieli patrzeć w przyszłość dalej niż najbliższy sondaż. Nie posiadają jej. Nie umieją patrzeć.

Polska z perspektywy globalnej wygląda znacznie lepiej niż Polska widziana z perspektywy lokalnej. Oczywiście archaiczno/populistyczny model uprawiania polityki przez koalicję PO/PSL oraz nie najlepsza tkanka intelektualna wielu urzędników ministerstwa finansów wraz bezczelnością i nierozumieniem przez związki zawodowo swojej roli w gospodarce wolnorynkowej są nadal ciążącym ciężarem dla naszego państwa. Na szczęście biznes zdecydowanie bardziej lubi skupiać się na teraźniejszości i przyszłości niż na przeszłości. W Polsce istnieje obecnie potencjał do rozwoju gospodarczego jakiego nie miał ten kraj nigdy wcześniej ale istnieje jednocześnie mnóstwo zagrożeń, w tym fundamentalne i szczególnie newralgiczne w gospodarce wolnorynkowej – czynniki ludzki i polityczny populizm. Słabość polskiej klasy politycznej, czarnowidztwo mediów, małostkowość i złe nawyki urzędników czy zwykła malkontentność związkowców rujnują ów potencjał. Nie musi to prowadzić do katastrofy o ile przeciwstawi się im optymizm, wiarę w „niemożliwe”, samodoskonalenie, otwartość na nowe sposoby zarządzania, odwagę do podejmowania trudnych, często niepopularnych społecznie decyzji/reform, problem pojawia się wówczas kiedy sprawy we własne ręce bierze pesymistycznie/populistycznie nastawiona większość. Parafrazując słowa Edmunda Burka „Wystarczy by dobrzy ludzie nic nie robili, a zło zatriumfuje”, w Polsce zaś wystarczy aby Polacy przestali wierzyć w sukces, a marazm i stagnacja zatriumfują. Dlatego pryncypialność Leszka Balcerowicza, jego konsekwencja i upór w dążeniu do wyznaczonego celu były przed 25 lat tak ważne i dlatego tak ważne są również dzisiaj, będąc jednocześnie zbiorem przymiotów, które przestały przed kilku laty istnieć w świecie rodzimych polityków i zbiorowej świadomości wyborców. Wszechobecna ciepła woda zastąpiła ową pryncypialność i dążenie do tworzenia lepszego państwa, a przywiązanie rządzących polityków do bylejakości zastąpiło upór/konsekwencję i strategiczny sposób myślenie o tym, co będzie za kolejne 25 lat – après nous, le déluge (po nas choćby potop, dop. red.).

Polska to moje miejsce na ziemi, tutaj się urodziłem, tutaj podjąłem pierwsza pracę, tutaj skończyłem studia, tutaj jestem u siebie. Podobnych do mnie są setki tysięcy (za chwilę miliony) czekają na możliwość powrotu do swojej ojczyzny i skorzystania z ich doświadczenia, wiedzy, optymizmu i wiary, wiary, że Polska może być nowoczesna i wielka. I love nowoczsna Polska!

Czytaj również